Jak chomik w kołowrotku

Jedni ich nienawidzą, dla innych są obojętne. Zaś nie poznałem chyba nikogo, kto wprost powiedziałby, że je lubi – pętle na trasie zawodów.

Mowa oczywiście o sytuacji, gdy „okrążeń” pętli jest więcej niż jedno – maraton zaczynający i kończący się na stadionie we Wrocławiu odbywa się na pętli, ale emocji (z tego tytułu) nie budzi. Maraton w Dębnie, na dwóch dużych i trzech małych pętlach potrafi być już irytujący, zaś Nocna Ściema, która w pierwotnej wersji miała 8 okrążeń na pętli około 5 kilometrów dla niektórych moich znajomych brzmiała jak horror. W ostatnim czasie organizatorzy łaskawie przerobili trasę i obecnie okrążeń jest tylko sześć.

A na dobrą sprawę to tylko początek na skali chomiczej gehenny. Weźmy taką Sztafetę w Bochni. Sztafeta jest czteroosobowa, ale przy pętli 2420 m najlepsi zaliczają w regulaminowym czasie około 80 pętli, co daje średnio 20 na każdego członka sztafety . Innym jeszcze bardziej chorym pomysłem może się wydawać bieg 48 godzinny… na hali*. Zawodnikom dla urozmaicenia co jakiś czas zmienia się kierunek biegu. Ale i tak najdalej na skali pętlowego wariactwa jest Self-Transcendence 3100 Mile Race – bieg na dystansie niemal 5 000 kilometrów na pętli o długości 883 metrów, czyli mniej więcej tyle co dwa okrążenia stadionu… ktoś jeszcze ogarnia?

Na tle wyżej wymienionych Operacja 11:11 plasuje się gdzieś po środku (przy założeniu, że bieg w Nowym Yorku jest „poza skalą”). Gdy tworzyliśmy ją z Gosią po raz pierwszy w 2015 roku, nie dostrzegałem w pętlach żadnego zagrożenia, dużo trudniejsze wydawały się nawierzchnia, pogoda, czy wreszcie planowany dystans i czas trwania zawodów. Dopiero znajomi zaczęli uświadamiać mnie, że coś ze mną nie halo, skoro chcę tego cholernego „Dużego Kociołka” obiegać tyle razy. Dopiero wtedy odkryłem, jak dużym wyzwaniem dla wielu biegaczy jest kolejne powtarzanie tej samej pętli. W efekcie sam na przestrzeni doszedłem do wniosku, że pętle to moja specjalność, nawet jeśli i mnie potrafiły już kilka razy złamać.

Gdy o tym myślę, są moim zdaniem dwa główne problemy. Pierwszy to bliskość mety/bazy czyli miejsca gdzie można niemal bezboleśnie zakończyć wyścig. Gdy jesteś na szlaku w górach i masz kryzys, to najczęściej i tak musisz iść przed siebie, nawet jeśli twoja głowa mówi, że to już koniec. Często, zanim dojdziesz do miejsca gdzie faktycznie możesz zejść z trasy kryzys masz już za sobą i jednak lecisz dalej. Drugim problemem jest poczucie stania w miejscu – ciągle mijasz to samo, zdobycie wzniesienia niewiele daje, bo przecież za chwilę znowu będziesz musiał je zdobyć. I znowu. Mijasz linię mety, ale to nic nie znaczy, za nią jest kolejna pętla i musisz biec dalej. To ostatnie jest jeszcze bardziej przytłaczające w biegach na czas, gdzie im szybciej biegniesz, tym dalej masz do mety.

Czy da się pętle polubić? Nie wiem, ja lubię, ale nigdy nie miałem z nimi szczególnego problemu. Czy da się do nich przygotować i biegać je lepiej? To na pewno. Poniżej garść porad, które udało mi się wybrać przez ostatni tydzień, kiedy to szykowałem ten wpis:

  • Zmień swoje nastawienie. Najprostsze i najtrudniejsze zarazem – a przy tym najbardziej wartościowe. Wmów sobie, że jesteś w tym dobry. Albo chociaż że jest ci to obojętne, „przecież to taki sam dystans jak w linii prostej”. Im mniej będziesz się skupiał na negatywach pętli, tym lepiej dla ciebie i twojej psychiki.
  • Przestań liczyć kilometry i zacznij pętle. To strasznie zmienia percepcję. 35 okrążeń brzmi dużo lepiej niż 100 kilometrów. Na dłuższą metę pewnie i tak będziesz myślał o dystansie, tego nie da się całkowicie uniknąć, ale skup się na okrążeniach. A jak już zaczynasz liczyć kilometry, to zajmij umysł matematyką – ile minut na pętlę, ile na kilometer, ile pętli przebiegnę tym tempem, a ile mogę odpocząć jeżeli… Liczenie mocno absorbuje zmęczony umysł.
  • Wykorzystaj maksymalnie zalety pętli. W przypadku Operacji 11:11 co trzy kilometry masz dostęp do bufetu i swoich rzeczy. Targanie bagażu ze sobą mija się z celem, a na każdą zmianę warunków pogodowych możesz reagować niemal natychmiast – poniesiesz dużo mniejsze konsekwencje zbyt lekkiego ubioru na starcie, a ewentualną nadmiarową bluzę możesz szybko zrzucić na przepaku. Warto też pod tym kątem mocno przemyśleć przygotowany sprzęt i jedzenie.
  • Biegaj pętle na treningach. Oswój się z nimi. Wielu biegaczy unika treningów interwałowych, a to w zasadzie kwintesencja pętli – polegają przecież na powtórzeniach. Dla większego efektu mijaj na takich treningach swój dom, żeby „kusił” zejściem przed wyznaczonym wcześniej celem.
  • Namów sam siebie na „jeszcze jedną”. Przecież ta pętla jest taka krótka, co stoi na przeszkodzie zmusić się do jeszcze tylko jednej? Choćby marszem? To tylko małe kółeczko, nie od razu jakiś tam maraton. Takim nastawieniem możesz skubać dystans w ostatnich godzinach biegu i niepostrzeżenie zwiększyć wynik o kilkanaście i więcej kilometrów.
  • Wykorzystaj towarzystwo. Na trasie w linii prostej jak ktoś zostawi cię na postoju, to musisz go dogonić, tutaj spotkasz go jak on dogoni cię o pełne okrążenie. Możesz powiedzieć sobie, że nie zrobi tego wcześniej, niż za cztery okrążenia. Albo że ty dogonisz go nie później niż za cztery okrążenia, jeśli ambicja każe ci gonić a nie uciekać ;). W ten sposób wykorzystujesz rywalizację również z tymi zawodnikami, którzy biegną wyraźnie innym tempem niż ty.
  • wyznacz sobie bonu za każdą pętlę. Na Operacji będzie można dorzucić się do puszki zbiórkowej, ale równie dobrze możesz mieć dużo bardziej „egoistyczną” (w dobrym znaczeniu) nagrodę – od choćby . W przeciwieństwie do zwykłych zawodów tutaj sky is the limit, dołożenie kolejnej pętli do wyniku skutkuje kolejnym „bonusem”. Zapłać sam sobie dychę na przyjemności za każde okrążenie i nagle nabierze ono sporej wartości 😉

Czy te porady pomogą ci przetrwać Operację 11:11 (bądź inną imprezę na pętlach)? Nie wiem, mam nadzieję, że choć trochę. Pętle są po prostu kolejną trudnością do pokonania na trasie, taką samą jak podbiegi, kamienie czy pogoda. W przeciwieństwie jednak do tych pozostałych, tutaj to głowa ma kluczowe znaczenie, dlatego ją też warto wcześniej przygotować.

* Szukam i szukam tych zawodów i znaleźć nie mogę – a kiedyś oglądałem relację z nich, niesamowity materiał.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *